Trening w koronie

C0A257CF 24EF 4725 AD4A 351BDFEE6CBA

 

       Szalejący wirus boleśnie dotknął wiele dziedzin życia i na naszych oczach zmienia świat. Przedsiębiorcy zamykają upadające firmy i w większości przypadków nie pomagają kolejne tarcze finansowe, z założenia wyglądające pięknie na papierze.

       Problemy, z zachowaniem odpowiednich proporcji, mają również sportowcy. Zarówno Ci, uprawiający swoje dyscypliny na poziomie wyczynowym, jak i Ci traktujący sport w  większej części lub w całości amatorsko. 

      Gwiazdy mogą liczyć na stypendia sportowe z kasy państwa i wpływy od sponsorujących poszczególnych zawodników i związki spółek krajowych. Co ciekawe, tutaj nie ma mowy o kryzysie spowodowanym wirusem i ograniczeniu choć części wsparcia.

       Im niżej powędrujemy z poziomem rywalizacji, tym sytuacja klubów i zawodników staje się trudniejsza. Władze Łodzi w miarę możliwości starają się utrzymać dotychczasowy poziom wsparcia finansowego zarówno dla drużyn z najwyższych lig, jak i tych z kategorii młodzieżowych. (Osoby odpowiedzialne za sport w magistracie po dokonaniu dosyć dużych cięć zostawiły również pewną pulę pieniędzy na organizację imprez sportowych, a niewykorzystana kwota ma przejść na przysżły rok). Zabezpieczone w ten sposób środki sięgają ok 10 milionów złotych, a chętnych do wykrzystania ich do innych palących potrzeb nie brakuje. 

       Środki płynące na szkolenie młodzieży w różnych dysycplinach kluby pozyskują głównie  z punktacji ustalanej na podstawie wyników w mistrzostwach Polski w poszczególnych kategoriach. W myśl regulujących to ogólonopolskich przepisów, zawodnicy zdobywają punkty według kolejności zajmowanych miejsc (najczęściej punktowana jest pierwsza ósemka). Każde oczko to 500 złotych dla klubu młodego zawodnika i w ten sposób można zapewnić w klubie budżet na kolejne miesiące. Nie dziwi zatem detemincja działaczy, aby tego typu zawody zorganizować praktycznie za wszelką cenę,  nawet w okresie pandemii. Ale jak nas zapewniają organizatorzy, nie odbywa się to nawet w minimalnym stopniu kosztem ryzyka narażenia zdrowia uczestników. 

       W drużynach juniorskich w walce o przetrwanie olbrzymia odpowiedzialność spoczywa teraz na działaczach i trenerach:

      "Uznaliśmy, że nie ma sensu tego dalej ciągnąć - wspomina Szymon, ojciec dziesięcioleniego Maćka trenującego do niedawna piłkę nożną - opiekunowie zespołu stracili kontrolę nad tym co się dzieje. Wyglądało na to, że sytuacja zagrożenia po prostu ich przerosła. Niepokój, strach przed kontaktami z innymi i atmosfera na treningach miały fatalny wpływ na dzieciaki. Podjęliśmy decyzję o zawieszeniu udziału w zajęciach do odwołania. Najgorsze jest to, że "młody" wcale się tym nie przejął, a wręcz przeciwnie. Treningi i gierki zastępuje mu teraz używanie w domu konsoli. Jestem załamany, bo jak dodam do tego szkolne zajęcia w-f prowadzone on-line i ocenę negatywną otrzymaną przez niego jako kara za brak połączenia z internetem podczas lekcji, to wygląda to w tej chwili dramatycznie".

      Problem z wirtualnym nauczaniem, szczególnie zajęć sportowych, sygnalizuje wielu rodziców. Niestety, nauczyciele tego przedmiotu w większości nie wykazują wielkiej inwencji i chęci szukania ciekawych i nowatorskich rozwiązań poczas lekcji. Sygnalizujemy problem, który jest niezwykle trudny do rozwiązania i na pewno warto do niego wrócić i dokładnie przeanalizować.

      Wracając do rywalizacji najmłodszych w wyjątkowo ciężkim okresie zagrożenia Covid-19.

      "Kiedy pierwszy raz, ze względów bezpieczeństwa i przetrzegania obostrzeń sanitarnych, poprosiłem rodziców o opuszczenie zajęć z udziałem ich dzieci, zapanowała konsternacja -  opowiada prowadzący klub kolarski dla młodych adeptek Jerzy Bednarek - teraz nikogo to nie dziwi. Rodzice przychodzą i z nadzieją pytają o kolejne treningi. Chcą, aby ich pociechy miały dodatkowe zajęcia i nie brały udziału w niekończącej się dyskusji na temat zagrożeń i niebezpieczeństw związanych z ryzykiem zakażenia. W świecie kolarskim czołowe polskie ekipy mają swoje problemy finansowe, ale w regionie nie słyszałem o rozpadzie teamu ze względu na rezygnację partnera łożącego pieniądze na utrzymanie sekcji. Podobnie jak wszyscy inni musimy dostosować się do reżimów sanitarnych i jedziemy dalej. "

       Nasze obawy o brak stabilizacji w rozgrywkach i kłopoty finansowe podczas ograniczeń i obostrzeń  gospodarczych rozwiewa również przedstawiciel największego związku sportowego z mieście.

      "Pandemia nie spowodowała wycofania się choć jednej drużyny we wszystkich ligach. Od seniorów, po dzieciaki rozegraliśmy wszystkie, zaplanowane na tych szczeblach mecze. Uważam, że jest się czym pochwalić - z dumą zaznacza prezes Łódzkiego Związku Piłki Nożnej Adam Kaźmierczak - Wprowadziliśmy błyskawiczne sposoby reakcji i przekładania spotkań, gdzie pojawiały się jakiekolwiek sygnały o ryzyku zarażenia koronawirusem. Wiadomo, że zazwyczaj nie mieliśmy możliwości wglądu w wyniki testów, a działać trzeba było natychmiast. Ograniczyliśmy ryzyko do minimum, wykonując z ludźmi niesamowitą pracę, ale naprawdę było warto.  Tradycyjnie znaleźli się działacze próbujący wykorzystać sytuację do realizacji małych przekrętów na korzyść swoich drużyn, ale te sprawki dosyć szybko wychodziły na światło dzienne i nawet nie chcę się nad tym pochylać. To co mocno niepokoi, to sygnały płynące z regionu odnośnie przyszłości. Jeżeli ta sytuacja się utrzyma, to rzeczywiście pojawią się problemy z dokończeniem rozgrywek przez kilka klubów. Sponsorzy są na granicy finansowej wytrzymałości i coś musi się zmienić. Jesienią mieliśmy bardzo sporadyczne sygnały o łamaniu regulaminów sanitarnych podczas meczów. Choć jesteśmy organizatorem rozgrywek, na wiele rzeczy nie mamy wpływu. Ogólnie ciężki okres za nami, ale na razie jeszcze wszystko jest pod kontrolą" 

       Covid zmienia wiele rzeczy, ale duża część z nich pozostaje taka sama. Wszystko zależy od podejścia do problemu. Sport ma w założeniu pomóc w radzeniu sobie w trudnych sytuacjach i wiele wskazuje na to, że tak jest rzeczywiście.

4076A0B2 A035 4F4D A538 5C0FF79165D4

        Na koniec jeszcze jedna ważna obserwacja - z dużą przyjemnością zaglądamy do parków i lasów w regionie łódzkim, gdzie pandemia wydaje się nie mieć dostępu. Ilość biegaczy na treningach i przebieżkach wydaje się nie zmniejszać, a to czego im brakuje, to możliwość rywalizacji i sprawdzenia się z innymi podczas wspólnych startów. Moment, kiedy organizowanie takich imprez będzie w pełni możliwe jest coraz bliżej, ale to temat na osobne rozważania. Do zobaczenia na biegowyh trasach! 

 

Tom Birch

 

 

 

 

 

Bez nazwy 1