"Klienci stali murem za nami, gdy działaliśmy za zamkniętymi drzwiami" - rozmowa z przedsiębiorcą, który wygrał z sanepidem i policją

"Klienci stali murem za nami, gdy działaliśmy za zamkniętymi drzwiami" - rozmowa z przedsiębiorcą, który wygrał z sanepidem i policją

Fitness ma głos Odsłony: 711

Pandemia i działania rządu zmieniły oblicze sektora fitness. Dwukrotny lockdown, który niemal na 11 miesięcy wyłączyć kluby fitness z prowadzenia biznesu przyparł do muru wielu przedsiębiorców. W obliczu tej sytuacji zostali sami. Część nie miała wyjścia i zamknęła drzwi przed klientami, część postanowiła zaryzykować i walczyć. Tak było z naszym rozmówcą, który prosi o zachowanie anonimowości. 

Chcąc zachować biznes, miejsca pracy i przede wszystkim umożliwić klientom dbanie o swoje zdrowie, w efekcie zostały mu postawione 4 zarzuty. Wszystkie sprawy wygrał i opowiedział jak wyglądała jego rzeczywistość przez ostatnie miesiące, aż do ogłoszenia ostatniego wyroku.

W jaki sposób działaliście w czasie lockdownu?

Działaliśmy zgodnie z konstytucją i ustawą. czyli normalnie. Jedyną opcją walki ze służbami była kamera w korytarzu do Klubu i elektrozamek.

Czego dotyczyły sprawy sądowe?

Miałem cztery sprawy łącznie. Trzy z policji o narażenie życia i zdrowia oraz jedną z sanepidu za złamanie obostrzeń i niestosowanie się do reżimu sanitarnego.

Jaka była Wasza linia obrony?

Powołaliśmy się oczywiście na konstytucję i ustawę.

Ile czasu upłynęło do momentu ogłoszenia ostatniego wyroku?

Sprawy z policją idą szybko. Dostajemy wezwanie do wyjaśnień, a następnie wyrok sądu. Po odwołaniu się po około 2-3 miesiącach odbywa się rozprawa w sądzie z naszym udziałem i zazwyczaj wygrana. Wyrok z sanepidu otrzymaliśmy w kwietniu albo maju czyli po ok trzech miesiącach od zdarzenia. Zajęcie konta nastąpiło w okolicy września, czyli po odwołaniu się do wyższej instancji. Ostateczny wyrok, który uprawomocnił się 17.12 zapadł 2.12.

Jak na wszystko reagowali klienci, jeśli wiedzieli o sytuacji?

Klienci stali murem za nami, gdy działaliśmy za zamkniętymi drzwiami, a policja koczowała pod Klubem i spisywała wszystkich. Klienci potrafili skakać przez balkon, czy też tworzyć grupy, by razem wchodzić i wychodzić, aby tym samym zminimalizować ryzyko. Jestem im wdzięczny za to, że byli z nami przez ten cały czas.

Jak patrzy Pan teraz na całą branżę fitness, po tych problemach jakie Pan miał, czy to podcięło skrzydła czy wręcz przeciwnie, zmotywowało do działania?

Branża została osłabiona i to widać po wynikach finansowych oraz frekwencji. Dodatkowe 3 grosze dokładają partnerzy, którzy zabierają coraz większą część rynku, zaniżając ceny, bo ich stać... 

Klienci jednak są coraz bardziej świadomi tego co się dzieje i wiedzą, że aktywność fizyczna na pewno nie może zaszkodzić.

Jeżeli historia miałaby się powtórzyć, to znaczy rządzący kolejny raz zadecydują o zakazie działalności klubów fitness i siłowni, czy zamierza Pan się temu podporządkować?

Pozostawię bez komentarza ;)

 

Dziękuję za rozmowę!

Drukuj