Dream Body EMS - studio Łask

Dream Body EMS - studio Łask

Decyzja o własnym biznesie nigdy nie jest prosta. Obawy z nią związane często zniechęcają przyszłych przedsiębiorców przed otworzeniem własnej działalności i rozpoczęciem pracy na własnych zasadach. Ci, którzy decydują się na ten krok, często jako pierwszy biznes wybierają znane już modele franczyzowe, aby szybciej zacząć zarabiać i nabrać doświadczenia pod okiem tych, którzy znają ten biznes od podszewki. Tak też było w przypadku właścicieli studia Dream Body EMS w Łasku. Dzisiaj po dwóch latach od otwarcia, opowiedzieli jak wyglądały ich początki i jak oceniają swoją decyzję z perspektywy czasu.

Wszystko zaczęło się dwa lata temu, niedawno nawet wyświetliło mi się wspomnienie z udzielanego przeze mnie wywiadu dla polskifitness.tv z okazji otwarcia własnego studia Dream Body EMS.

 

Do czasu podjęcia ostatecznej decyzji o zakupie sprzętu i wejścia do sieci franczyzowej Dream Body pojawiały się wątpliwości i pytania typu: "Czy, aby na pewno dam radę?". Na szczęście posiadałam już doświadczenie trenerskie, dzięki któremu mogłam skorzystać z lokalnej rozpoznawalności mnie jako trenera i zbudowanego dotąd zaufania wśród ludzi.

 

Biznes się rozkręcił, ja nabrałam pewności siebie. Trening Dream Body EMS służył i służy mi jako doskonała alternatywa tradycyjnego treningu personalnego oraz moim podopiecznym jako kompleksowa usługa dbająca o ich ciało. Ja natomiast jako Holistyczny Trener Personalny (w ten sposób mnie zidentyfikujecie w sieci) uzupełniam tę opiekę aspektami mentalnymi. Zobaczcie, co o tej formie aktywności uważa jeden z moich podopiecznych, Sebastian:


"Trening z wykorzystaniem technologii Dream Body EMS to była to dla mnie całkowita nowość. Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z tego typu treningami. Jedyna moja znajomość tematu to urywki filmików z internetu. Już w pierwszej fazie zauważyłem, że jest to coś innego. Nie miałem tyle siły, co na tradycyjnym treningu, mięśnie szybko uległy zmęczeniu. Wiadomo - początki są trudne. Uczucie dopływu prądu wcale nie było bolesne, powiedziałbym, że nawet przyjemne. Czas podczas takiego treningu mija w zawrotnym tempie! Będąc pod fachowym okiem, nie poddałem się. Przy trenerce mogłem od razu odpowiadać i reagować na impulsy: zwiększać lub zmniejszać intensywność impulsu odczuwanego na poszczególnych partiach mięśniowych oraz modyfikować jego całkowitą intensywność. No cóż, muszę przyznać, że poczułem na swoim ciele, czym jest prawdziwy trening! Elektrostymulacja nieźle mnie zaskoczyła i dała "powera" do sięgania po więcej."

*materiał partnerski